Wszystko ma swoje priorytety.

Edytując poprzedniego posta zaczęłam się zastanawiać, jak to jest, że jeszcze do niedawna wydawało mi się, że mam tak mało czasu wolnego i nie mam kiedy się realizować. Co się zmieniło, że doba się wydłużyła, a ja jestem w stanie udźwignąć tyle rzeczy w krótkim czasie?

Wydawało mi się, że z natury jestem osobą dość chaotyczną, lubiącą spontan, niczego nie planującą. Uważałam planowanie za… stratę czasu. Do tego stopnia byłam przeciwna planowaniu, że poleciałam samotnie bez planu do Barcelony i dopiero na miejscu podczas wędrówki odhaczałam na mapie rzeczy, które pragnę zobaczyć. Uważałam, że spontan to część mojego charakteru. Jakże się myliłam... ;)

W normalnym, codziennym życiu mój chaos przysparzał mi sporo kłopotu.

W dni pracujące, tuż po powrocie do domu nie wiedziałam za co się zabrać. Wydawało mi się, że  nie mam czasu na nic. Jeżeli już się za coś zabierałam, to przygotowanie materiałów czy uzyskanie wiedzy trwało tyle, że po wszystkim miałam za mało czasu na to żeby chociażby umyć włosy. Po tygodniu pracy przychodził weekend i dwa dni wolnego, w których nie potrafiłam zrobić czegokolwiek, ponieważ nie wiedziałam za co się zabrać i od czego zacząć. Potrzebowałam zrobić wszystko to, czego nie udało się zrobić w ciągu tygodnia, ale tak naprawdę już nie pamiętałam co to było. Koniec końców zabierałam się za coś bardziej rozrywkowego, a obowiązki leżały i mnie przytłaczały. Wpadałam na takie pomysły jak:

Przesadzić kwiaty? No dobra, ale w co? Przecież nie mam ziemi ani doniczek. Nie mam jak ich teraz kupić, jest niedziela.

To może wyprać ubrania i wyjść na rower? No dobra, ale kto powiesi pranie, to może wyjdę na rower i po powrocie zrobię pranie?

Nietrudno się domyślić, że kończyło się to zawsze fiaskiem- będąc na rowerze przypomniało mi się, że w zasadzie to nie mam jedzenia do pracy i muszę poszukać otwartego sklepu, żeby cokolwiek kupić.

Dzięki temu żyłam wiecznie w pośpiechu, przytłoczona codziennymi obowiązkami, wiecznie w niedoczasie i w niedostatku.

Jeżeli brzmi to dla Ciebie znajomo - poniżej opiszę, jak rozprawiłam się ostatecznie z moim chaosem i zaczęłam czerpać przyjemność z wypełniania obowiązków domowych. 

Rok pracy w korporacji zmienił moje postrzeganie planowania. Okazało się, że planowanie jest  kwintesencją tej organizacji, wszystko jest zaplanowane, są twarde procedury których należy się trzymać a moje obowiązki i to, czy się wyrobię są zależne ode mnie i tego jak poukładam priorytety.

No i teraz pytanie, skąd mam wiedzieć, które rzeczy są bardziej istotne a które mniej? 

Co najpierw, co potem?

Może się kogoś zapytać, a może zapytać się siebie?

Jak zacząć?

a) Dużo pytać i nie bać się oceny bo ona najczęściej jest tylko w naszej głowie. Ludzie najczęściej lubią, kiedy są o coś pytani i mogą się tym podzielić. Warto dowiedzieć się od innych, w jaki sposób nadają priorytety czynnościom. Co faktycznie według nich nie cierpi zwłoki, a co może zaczekać. 

b) Cel- dlaczego i po co to robimy. Ważne jest, żeby zadać sobie pytanie- w jakim celu chcę poprawić moją własną organizację czasu? Czy chodzi o to, żeby mieć więcej czasu na poprawę stanu zdrowia? Czy chodzi o relacje z bliskimi? Może o hobby, za które od dawna nie możemy się zabrać? Może praca nas za bardzo stresuje i przytłacza? Pierwsza motywacja jest ważna aby uruchomić proces, ale dopiero solidne "dlaczego?" jest tym, co pozwoli przezwyciężyć własne wady czy czynniki zewnętrzne.

c) Podjąć wysiłek metodą maleńkich kroczków.

Jasne, że zakup nowego książkowego kalendarza w ulubionym kolorze wraz z dopasowanym długopisem może na początek zmotywować. Moim zdaniem warto zacząć od czegoś prostego, co nosimy zawsze przy sobie. Kalendarz w telefonie jest super opcją, ja staram się ograniczać mój screentime z racji czego wybieram klasykę w formie papierowej. 

Każdego ranka wypisuję plan na cały dzień. Piszę tam nawet czynności które są już w moim stałym menu i które wykonuję codziennie. Zgodnie z metodą zalecaną w książce "Atomic habits" najszybciej i najprościej wyrobić sobie nowy nawyk poprzez piętrowanie- nowe łączyć ze starymi jeden po drugim,  jak stertę.

Obecnie korzystam z kalendarza z widokiem na cały tydzień, ale zaczynałam od małego notesu, w którym zapisywałam już wszystkie czynności, takie jak kąpiel, pranie, robienie obiadu, zakupy. Nie wypisywałam dokładnie godzin, ale ustalałam sobie ramy czasowe, dzięki czemu mieściłam się czasowo z obowiązkami. Na jednym ze szkoleń usłyszałam, że udowodniono naukowo, iż dając sobie godzinę na wykonanie zadania które normalnie wykonujemy w dłuższym czasie mózg traktuje to trochę jak rywalizację, co pomaga nam ukończyć zadanie w zaplanowanym przez nas terminie.

W kolejnych tygodniach przerzuciłam się już na kalendarz książkowy z widokiem na cały tydzień. To pozwoliło mi już planować długoterminowo. Pierwotny kalendarz również jest do dzisiaj w użyciu- na biurku w pracy mam biuwar, w którym przy każdym dniu tygodnia są wypisane te same powtarzalne czynności z którymi zmagam się co dnia. Wciąż zdarzają się trudniejsze dni w których jestem wdzięczna, że mam klarownie napisane czarno na białym, co mam dzisiaj do zrobienia. Najbardziej przydatne jest po urlopie, po którym do końca nie ogarniam, co ja właściwie tutaj robię i dlaczego :)

d) Rozbijać duże czynności na etapy. Jeżeli mam do przyrządzenia obiad, co może wydawać mi się nieosiągalne, wystarczy że skupię się na tym co jest tu i teraz, czyli na pierwszym etapie- poszukaniu przepisu. Następnie robię listę zakupów, później same zakupy, na końcu kroję warzywa i mięso, a potem przyrządzenie tego razem. W ten sposób zorganizowałam sobie czas i wiem, że mogę np. po zakupach wykonać coś innego, ponieważ każdy etap czynności został zaplanowany i już nie jest to ani czasochłonne ani przytłaczające. 

e) Wylogować się z social mediów na czas wykonywania czynności. Za bardzo kuszą mnie aplikacje, które wysyłają do mnie powiadomienia, także w moim przypadku sprawdza się odłożenie telefonu na bok.

f) Planować nagrodę po wykonaniu trudnego zadania.

No niestety, jesteśmy istotami wyposażonymi w układ nagrody i z większą lub mniejszą intensyfikacją ale będziemy jej poszukiwać. Po ciężkim dniu pełnym obowiązków warto wpisać w plan dnia coś, co wynagrodzi nam trudny czas. 

Jaka jest różnica z przyjemnością po, a nie przed lub zamiast?

Smakuje lepiej. Układ dopaminowy uaktywnia się po wykonaniu czynności, więc kojarzymy z obowiązkami coś przyjemnego. Wyrabiamy sobie nowy schemat priorytetów, który naprawdę przekłada się na jakość życia. Praca przestaje przytłaczać, mamy więcej czasu dla siebie, dla bliskich, jesteśmy znacznie mniej zmęczeni i możemy więcej rzeczy ogarnąć w krótszym czasie a czas wolny poświęcić tylko na rozrywki nie mając z tyłu głowy poczucia, że jeszcze coś muszę wykonać.

Oczywiście wszystko w ramach rozsądku- ustalmy sobie przed rozpoczęciem danej czynności zdrową nagrodę za wykonanie jej. Niech to będzie na przykład gorąca kąpiel po sprzątaniu, pyszny obiad po ciężkim dniu pracy, odcinek serialu przed pójściem spać. Nie popadajmy w przesadę- nagroda powinna być proporcjonalna do wykonanej czynności. Zwłaszcza przy tendencji do uzależnień!


Jak żyję po zastosowaniu się do własnych zasad?

 -Mam większą przestrzeń mentalną na inne rzeczy. Zapisując sobie wszystko w kalendarzu nie muszę już trzymać tych informacji w głowie, ponieważ mam je na podorędziu. Dzięki temu skupiam się wyłącznie na tym, co mam teraz a co za tym idzie pracuję zdecydowanie szybciej, jestem bardziej skupiona, robię mniej błędów albo nawet nie robię ich wcale. Nie zapętlam się już w wykonywaniu czynności, wiem, co mam do zrobienia a co już zrobiłam i o czym mogę zapomnieć.

-Lepiej śpię. Nie muszę już przed snem wszystkiego „przemyśliwać”. Notuję to na bieżąco (moim ulubionym organizatorem czasu jest tradycyjny kalendarz książkowy, dopiero gdy nie mam go pod ręką robię notatki w telefonie). Zostawiam myśl na piśmie, nic nie biega mi po głowie przed zaśnięciem.

-Mam większe zaufanie do siebie samej i wyższe poczucie wartości. Skoro wiem, że coś zapisałam, to jestem zdecydowanie bardziej pewna tego, że zostanie to wykonane i nie zapomnę tego zrobić. Zazwyczaj się to sprawdza, więc udowodniłam sobie samej wystarczająco wiele razy, że potrafię. Imponuję sobie sama, dzięki czemu mam dużo lepszą relację sama ze sobą i mam ochotę zrobić dla siebie jeszcze więcej.

-Mam więcej czasu w pracy i poza nią. Zgodnie z tym co pisałam wcześniej- wyrabiam się w określonym przeze mnie czasie, dzięki czemu mam zwyczajnie go więcej dla siebie i bliskich, co oczywiście też przekłada się na lepsze i bliższe relacje. Mogę też więcej czasu poświęcić na rozwój w pracy, na nowe zadania czy na czytanie literatury branżowej co oczywiście przekłada się na coraz większy profesjonalizm.

-Mam dużo lepszą organizację pracy, jestem bardziej samodzielna, nie odczuwam presji czasu w stresujących momentach. Wiem, że ze wszystkim się wyrobię, więc kiedy wyskoczą mi niespodziewane sytuacje nie obawiam się, że sobie z tym nie poradzę.

No i na koniec... Mam czas na pisanie tego bloga. W końcu mogę poświęcić się swojemu hobby i czerpać radość z życia. Myślę, że korzyści naprawdę przewyższają straty których de facto nie widzę, od kiedy mam możliwość zrobić inaczej niż zwykle tak naprawdę mam więcej opcji, niż tylko gaszenie pożarów. Mogę być spontaniczna zawsze wtedy, kiedy chcę albo kiedy wymaga tego sytuacja. Zachęcam do zmian, ponieważ... "jedyną stałą jest zmiana". I na tym zakończę :) 


                                                                 Simple Planner – LoveSimple Creations

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sałatka z truskawkami - ostatniej szansy

Owsiane placuszki tak dobre, że nie dotrwają do następnego dnia

Prosta szakszuka z pomidorami z puszki.